Dzieci Harlowów odnaleziono w 1992 roku: to, co wydarzyło się później, zszokowało cały kraj.

Rozwiązywali zadania arytmetyczne z idealną łatwością. Z mechaniczną precyzją recytowali daty historyczne i fakty geograficzne. Ale kiedy prosiła ich o napisanie kreatywnej historii, narysowanie portretu rodziny lub wykonanie zadania wymagającego wyobraźni lub osobistej ekspresji, zamierali i wpatrywali się w pustą kartkę z przerażeniem, a może strachem, aż zadanie się skończyło i nie mogli już wrócić z ostatecznymi odpowiedziami. „To było tak, jakby ludzkość została skopiowana z podręcznika” – powiedziała pani Hendrix – „i nikt nigdy nie napisał rozdziału o kreatywności”. Można zobaczyć Edgara i Margaret wpatrujących się w nich pustym wzrokiem, tak niezdolni do zrozumienia, co się dzieje, tak puści w kącie, tak niezdolni do zrozumienia, co się dzieje, tak puści w kącie, tak puści w pokoju, tak puści, żeby zrobić, co w ich mocy.

Mieszkańcy wioski zauważali też inne rzeczy, drobne szczegóły, które piętrzyły się jak osady, tworząc coś ciężkiego i niewygodnego, czego nikt nie chciał zauważyć. Rodzina Harlowów zdawała się nigdy nie jeść, a przynajmniej nie w obecności innych. Kiedy zapraszano ich na spotkania towarzyskie, gdzie podawano jedzenie, układali je na talerzach, ale nikt nie widział, jak jedzą. Na ich ziemi nie było śladu uprawy; nie sadzili winorośli ani nie hodowali zwierząt. Mimo to nigdy nie chodzili do sklepu spożywczego; nigdy nie wydawali się potrzebować niczego z zewnątrz.

Goście odwiedzający ich dom zgłaszali słaby chemiczny zapach, być może formaldehydu lub czegoś innego zupełnie niewytłumaczalnego. Dzieci nigdy nie uprawiały seksu, nie miały obtartych kolan, nie przeziębiły się ani nie cierpiały na żadne drobne urazy ani choroby, które dotykają dzieci. Pozostawały w idealnym, nienaruszonym stanie. „Miały się dobrze bawić w kuchni” – oświadczył dr Herman Walsh, lekarz w rodzinie, którego można było usunąć ze szkoły, zgodnie ze standardową procedurą. Rodzina Harlow odmówiła jednak z powodów religijnych, twierdząc, że ich wiara zabrania jakiejkolwiek interwencji medycznej.

Zapytany, Edgar nie był w stanie lub nie chciał precyzyjnie zdefiniować ich religii, ograniczając się do stwierdzenia, że ​​jest bardzo stara, starsza niż większość ludzi mogłaby sobie wyobrazić, z pewnością starsza niż ten kraj. Lekarz puścił to mimo uszu, nie chcąc wszczynać dyskusji o banalnej naturze religii, której Edgar był świadomy i z którą czuł się nieswojo. Obserwował dziecko wystarczająco uważnie, by zauważyć, że jego skóra jest niezwykle gładka i nieskazitelna, nienaturalna, a jego oczy dziwnie się rozjaśniają, niczym oczy niebieskookich dzieci, które lśnią w świetle latarni ulicznej, ukazując błysk nieoczekiwanego koloru. Rozmawiał o tym z żoną, która powiedziała mu, że zachowuje się absurdalnie i że powinien przestać czytać sensacyjne horrory w gotyckich czasopismach. Próbował jej wierzyć, próbował zbyć jej spostrzeżenia jako produkt przesadzonej wyobraźni, ale niepokój narastał, przeszywając jego pierś niczym cierń.

Zimą 1891 roku Harlowowie mieszkali w Milbrook, nie do końca zrozumiani, tolerowani, ale nie do końca zrozumiani. Ludzie nauczyli się nie zadawać zbyt wielu pytań, nie przyglądać się zbyt uważnie, nie analizować drobnych anomalii, które spowijały rodzinę niczym mgła. Chodziło o traktowanie Harlowów tak, jakby wszystko było w porządku, jakby byli czymkolwiek, ignorując narastające poczucie, że coś jest głęboko nie tak. Ludzie są niezwykle biegli w tego rodzaju świadomej ślepocie, w po prostu odmawianiu wyraźnego widzenia niemożliwego. Miasto ruszyło naprzód. Pory roku się zmieniały, a dzieci Harlowów ani nie rosły, ani nie starzały się, trwając w swoim dziwnym, idealnym bezruchu, podczas gdy ich rodzice uśmiechali się wystudiowanie, wypowiadali ostrożne słowa i kontynuowali swoją precyzyjną grę, jak ludzka rodzina żyjąca ludzkim życiem.

W styczniu 1892 roku rodzina Harlowów przestała przyjeżdżać do miasta. Początkowo były to sporadyczne wizyty: tu nabożeństwo, tam spotkanie wspólnoty, aż do początku lutego nikt nie widział ani jednego Harlowa przez prawie trzy tygodnie. Nie było to niczym niezwykłym dla rodzin Wiejskich podczas mroźnej zimy, kiedy podróżowanie stawało się utrudnione, a ludzie ukrywali się, czekając na wiosnę. Ale coś w tej nieobecności wydawało się inne, jakby miało to znaczenie. Kiedy agent Morrisa zastał ich tamtego lutowego poranka, reagując nieokreślonym i niewyraźnym dyskomfortem, zastał otwarte drzwi stodoły, siedmioro dzieci w doskonałym zdrowiu i horror, który wkrótce rozprzestrzenił się daleko poza granice małego miasteczka w Pensylwanii. Niedziela, w której lekarze, lekarze, dziennikarze, a ostatecznie cały naród, nie była tym, czym była.