Ten portret studyjny dwóch „bliźniaczek” z 1919 roku wygląda uroczo, jeśli nie zwróci się uwagę na buty.

Buty Dorothy były pożyczone lub zakupione, a buty Leny wskazują, że przebywała w placówce wystarczająco długo, aby otrzymać standardowe obuwie dla sierot.

Robert skinął głową.

Płócienne buty uszyte ze skrawków materiału były standardowym wyposażeniem państwowych sierocińców i domów poprawczych.

Były tanie w produkcji i szybko się zużywały, co oznaczało, że dzieci nieustannie szyły nowe pary w warsztatach.

Uważano to za pracę rehabilitacyjną.

Dziewczynki szyły buty i cerowały ubrania.

Chłopcy pracowali w stolarni lub w ogrodzie.

Margaret pomyślała o dwóch dziewczynkach stojących w studiu, trzymających się za ręce, którym kazano uśmiechać się do aparatu, Lena w swoich płóciennych butach, Dorothy w pożyczonych butach.

Obie były rekwizytami w kampanii promocyjnej mającej na celu pozyskanie pieniędzy od darczyńców i wykorzystanie pracy dzieci.

Zapytała Roberta, czy wie, co oznacza podwójne umieszczenie w kontekście pracy agencji.

Oznaczało to umieszczenie dwojga dzieci w tej samej rodzinie.

Powiedział, że atutem była wydajność.

Jedna rodzina, dwoje pracowników.

Agencja mogła rozwiązać dwie sprawy jednocześnie, a rodzina uzyskała lepszy zwrot z inwestycji pod względem godzin pracy.

Przedstawiano to jako akt dobroczynności, ale było to przemyślane porozumienie ekonomiczne.

A jeśli dzieci nie były w rzeczywistości rodzeństwem, to rodzina była oszukiwana, powiedział Robert.

Ale co ważniejsze, dzieci były wykorzystywane.

Jeśli powiedziano im, że są bliźniakami, lub po prostu kazano im udawać bliźniaki, były zmuszane do przyjęcia sfabrykowanej tożsamości dla korzyści agencji.

Ich prawdziwa historia, ich prawdziwe rodziny były wymazywane.

Margaret długo się nad tym zastanawiała.

Pomyślała o matce Leny w poprawczaku, która prawdopodobnie nawet nie wiedziała, gdzie jest jej córka.

Pomyślała też o matce Dorothy w szpitalu, zbyt chorej, by walczyć o swoje dziecko.

Obie dziewczynki zostały zabrane z rodzin nie z powodu znęcania się lub zaniedbania, ale z powodu ubóstwa i okoliczności, a następnie zostały przedstawione jako przykład sukcesu.

Zapytała Roberta, co wie o losach dzieci umieszczonych przez takie agencje.

Były one bardzo zróżnicowane.

Powiedział, że niektóre dzieci były dobrze traktowane i naprawdę adoptowane przez rodziny.

Inne były wykorzystywane jako służący, pozbawiane edukacji i zwracane agencji, gdy stawały się zbyt stare lub zbyt chore, aby być użyteczne.

Istnieją ustne relacje ocalałych, którzy opisują, jak byli przekazywani z rodziny do rodziny, nigdy nie pozostając nigdzie wystarczająco długo, aby nawiązać więź, zawsze świadomi, że są tam po to, aby pracować.

Agencje nazywały to chrześcijańską dobroczynnością.

Dzieci nazywały to inaczej.

Margaret podziękowała Robertowi i wróciła do swojego biura w towarzystwie historycznym.

Sporządziła raport ze swoich ustaleń i przedłożyła notatkę swojemu przełożonemu, mężczyźnie o imieniu Gerald Pritchard, który kierował działem fotografii i druku.

Wyjaśniła, co odkryła, i zaproponowała wystawę, która umieściłaby fotografię w szerszym kontekście historii korupcji w opiece nad dziećmi w Chicago w epoce postępu.

Trzy dni później Gerald wezwał ją do swojego biura.

Na biurku leżała notatka wraz z wydrukami zdjęcia i dokumentami uzupełniającymi.

Wyglądał na skrępowanego.

„To doskonałe badania” – powiedział.

„Ale muszę dokładnie przemyśleć, jak to przedstawimy.

Illinois Home Finding Association zostało rozwiązane prawie sto lat temu, ale niektóre z zaangażowanych rodzin były bardzo znane.