Ciąg dalszy historii

Adrian tej nocy prawie nie spał. Słowa „po prostu go nie wysłuchałeś” krążyły w jego głowie jak echo, które nie chce ucichnąć. Przewracał się z boku na bok, patrząc w sufit, jakby szukał tam odpowiedzi. Po raz pierwszy od dawna nie myślał o wypadku. Myślał o Ryszardzie. O tamtym dniu. O swojej obojętności. Rano zadzwonił do asystenta. — Odwołaj wszystkie spotkania na dziś. I skontaktuj się z rehabilitantem. Chcę, żeby przyszedł jeszcze dziś. — Panie Adrianie… — w głosie asystenta zabrzmiało zaskoczenie. — Był pan zdecydowany zakończyć terapię.

— Zmieniłem zdanie. Rozłączył się, zanim usłyszał odpowiedź. Po południu Lena przyszła punktualnie. Nie zapukała długo. Jakby wiedziała, że czeka. Adrian siedział przy oknie. — Gotowy? — zapytała spokojnie. — Nie wiem — odpowiedział szczerze.

— To dobrze. Strach znaczy, że coś jest ważne. Podeszła bliżej. — Wstań. Adrian zacisnął dłonie na podłokietnikach. — To nie takie proste. — Nigdy nie było.

Wciągnął powietrze i spróbował się podnieść. Mięśnie rąk napięły się do granic. Plecy zapiekły ostrym bólem. Nogi pozostały nieruchome. Opadł ciężko z powrotem. — Widzisz? — powiedział przez zęby. — Nic. — Jeszcze raz. — Lena… — Jeszcze raz.

W jej głosie nie było litości. Tylko spokojna stanowczość. Adrian spróbował ponownie. Tym razem nie myślał o efekcie. Po prostu o ruchu. O wysiłku. Uniósł się minimalnie wyżej niż poprzednio. Na sekundę. Może dwie. Potem znowu usiadł. Oddychał ciężko.