Muzyka nagle zacięła się na wysokiej nucie. Adrian podniósł kieliszek — ten sam, który sekundę wcześniej należał do Magdaleny. — Za moją piękną żonę — powiedział pewnym głosem, patrząc na gości. — Za kobietę, która dziś uczyniła mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Po sali przetoczyły się brawa. Magdalena poczuła, jak pod stołem drętwieją jej palce.
Patrzyła tylko na jego dłoń. Na przezroczyste szkło. Na bursztynowy płyn w środku. Adrian uniósł kieliszek do ust i wziął pierwszy łyk. Nic.
Uśmiechnął się. Magdalena wypuściła powietrze tylko do połowy — i w tej samej chwili zauważyła, jak ledwo dostrzegalnie marszczy brwi. Drugi łyk. Postawił kieliszek na stole zbyt gwałtownie. — Wszystko w porządku? — pochyliła się ku niemu, zmuszając się, by zabrzmieć spokojnie.
Odwrócił głowę. Jego oczy pociemniały. — Trochę… — mruknął i machnął ręką. — Duszno tu. Ale Magdalena już widziała: palce ściskały nóżkę kieliszka zbyt mocno. Spróbował znów uśmiechnąć się do gości.
— Wspaniały wieczór, prawda? Słowa zabrzmiały z opóźnieniem. Jakby język nie od razu go posłuchał. Ojciec Magdaleny, Krzysztof, klasnął w dłonie. — No to… za miłość!
Goście znów unieśli kieliszki. A Magdalena patrzyła tylko na Adriana. Na to, jak powoli się prostuje… i zaraz potem lekko chwieje. — Adrian? — szepnęła. Wziął głębszy oddech.
Przetarł czoło dłonią. — Co do… Nie dokończył. Twarz nagle mu pobladła — gwałtownie, niemal do szarości. — Muszę… wyjść.
Spróbował wstać. Kolano uderzyło w krawędź stołu. Krzesło zapiszczało. Kilku gości odwróciło głowy. — Wszystko w porządku! — powiedział głośno Adrian, lecz głos mu zadrżał. — Po prostu…
Zrobił krok — i zatrzymał się, chwytając oparcie sąsiedniego krzesła. Magdalena podniosła się razem z nim. — Adrian. Spojrzał na nią. W tym spojrzeniu nie było ani miłości, ani czułości.
Tylko panika. — Co ty zrobiłaś? Cicho. Prawie niesłyszalnie. Magdalena nie odpowiedziała.
Zamiast tego pochyliła się ku ojcu. — Tato… chyba jest mu źle. Krzysztof zmarszczył brwi. — Adrianowi? — Tak.
Adrian spróbował zrobić kolejny krok — i nagle zgiął się w pół, przyciskając dłoń do brzucha. — Cholera… Ktoś westchnął głośno. Konferansjer zamilkł. — Wody! — krzyknął ktoś z gości.