Katarzyna znieruchomiała w progu dziecięcego pokoju, wpatrując się w puste łóżeczko.
Kołdra była zrzucona, pluszowy królik leżał na podłodze, a lufcik był szeroko otwarty, wpuszczając lodowate styczniowe powietrze. Zimno uderzyło ją w twarz tak gwałtownie, że aż zabrakło jej tchu.
Serce zapadło się gdzieś głęboko.
— Marysia?.. — zawołała, już wiedząc, że nie usłyszy odpowiedzi.
Zegar na ścianie wskazywał wpół do dziewiątej wieczorem. Katarzyna wróciła z pracy wcześniej niż zwykle — w biurze wyłączono ogrzewanie. Spodziewała się zastać córkę już śpiącą, a męża — jak zawsze — leżącego na kanapie przed telewizorem.