— Pomyliłaś numer. Sponsorów już tu nie ma.
Słuchawka cicho kliknęła i w pokoju zapadła cisza. Nie ta domowa, kojąca — lecz gęsta, napięta, jak tuż przed burzą. Stałam pośrodku salonu i po raz pierwszy od wielu lat nie czułam ani winy, ani potrzeby tłumaczenia się. Ani tego znajomego strachu, że „przesadzam”. Był tylko spokój. Chłodny i precyzyjny.
