W kolejnych dniach Elizabeth wyglądała na coraz bardziej zmęczoną. Jej spojrzenie, zwykle bystre i pełne ironii, coraz częściej błądziło gdzieś ponad ramionami, jakby widziała coś, czego ja nie mogłam dostrzec.
Próbowałam ją o to pytać, ale zmieniała temat, mówiła o drobiazgach: o pogodzie, o książkach, o herbacie, która wystygła za szybko.
