Dwa tygodnie po ślubie wreszcie zrobiło się cicho. Goście dawno wrócili do swoich spraw, a w wolnym pokoju piętrzyły się jeszcze nierozpakowane prezenty. Z mężem zaczęliśmy układać naszą codzienność — spokojną, prostą i wreszcie „naszą”.
Wesele wyszło pięknie: ciepło, elegancko, dokładnie tak, jak wymarzyli to sobie moi rodzice. Z dzisiejszej perspektywy powiem jednak coś dziwnego — to wszystko było aż nazbyt dopięte na ostatni guzik. Wtedy zignorowałam to uczucie, bo po co drążyć, kiedy wszyscy wokół są zadowoleni?
