Dzień rozpoczął się w ponurej atmosferze, gdy przyjaciele i rodzina zebrali się, by oddać hołd wujkowi Mateo. Słońce ledwo wzeszło, rzucając delikatne, złote światło na pokrytą rosą trawę cmentarza. Cichy szmer rozmów od czasu do czasu przerywały krzyki turkawek, potęgując melancholijną symfonię poranka. Stojąc tam, nie sposób było nie myśleć o dziedzictwie człowieka, który tak wiele poświęcił swojemu krajowi i społeczności.
Wujek Mateo był małomówny, ale jego obecność mówiła sama za siebie. Ze swoim stoickim usposobieniem i sercem przepełnionym współczuciem był opoką dla naszej rodziny i bohaterem dla wielu. Jego historie o odwadze i niezłomności były legendarne, ale on sam traktował swoje pochwały z lekceważeniem, woląc skupiać się na przyszłości niż na przeszłości. Był człowiekiem, który potrafił rozwiązać każdy problem spokojnym umysłem i pewną ręką – rzadkość w tym pędzącym świecie. Jako weteran wojenny widział najciemniejsze zakątki ludzkości, a mimo to pozostał życzliwy i pełen nadziei.
