Mąż świętował już swoje zwycięstwo w sądzie, odbierając ciężarnej żonie wszystko – ale na salę sądową wszedł mężczyzna z księgą rachunkową.

Utrzymał chwilę ciszy.

„W nim Dmitrij zobowiązuje się do wykwaterowania żony przed narodzinami dziecka, w zamian za część z zysku z wspólnego przedsięwzięcia z Wiktorem. Nikołaj Fiodorowicz odnalazł kopię w archiwum, kiedy przeglądał stare akta.”

W sali zapadła chłodna cisza. Sędzia wyciągnęła rękę. Prawnik Dmitrija wziął kartki, przejrzał je wzrokiem, pobladł.

„Dmitrij, to prawda?”

Dmitrij stał z zaciśniętymi pięściami. Jego szyja pokryła się czerwonymi plamami. Spojrzał na Nikołaja Fiodorowicza, na Semiën Jegorowicza, na Annę. Potem zakrył twarz dłońmi.

„Wiktor powiedział, że zrujnuje mnie. Odejmie wszystko, co ojciec zostawił. Odsądzi dziedzictwo przez sąd, udowodni, że ojciec mu winien. Ma kontakty, prawników… Obiecał mi udział w interesach, jeśli… jeśli pozbędę się jej.”

Gadał w stronę podłogi, przez palce.

„Myślałem, że to jedyne wyjście. Wierzyłem, że ratuję sprawę. Że potem… jakoś….”

Anna patrzyła na niego i nie poznawała. Siedem lat. Łóżko, śniadania, plany. A teraz sprzedał ją za spokój życia i obce obietnice.

Sędzia położyła dokumenty na stole:

„Wystarczająco. Sprawa zostaje ponownie rozpatrzona, biorąc pod uwagę nowe okoliczności.”

Decyzja zapadła po miesiącu. Dom przypadł Annie. Część wspólnego interesu również. Wiktor zniknął z okolicy, prawdopodobnie miały miejsce inne niejasne sprawy. Dmitrij stracił partnerów. Sklepy zaczęły się zamykać — plotki w ich miasteczku szybko się rozprzestrzeniały.