Otrzymała zaproszenie na dziesiąte spotkanie klasowe. Nie dlatego, że ktokolwiek z uczestników czułby potrzebę nostalgii czy prawdziwą chęć zobaczenia jej ponownie, lecz aby upokorzyć ją po raz ostatni, zamykając cykl pogardy, który od lat pozostawał w zawieszeniu, jak kiepski żart bez zakończenia.
Dziewczyna, którą nazywano „zerem klasy”, ta, którą wyśmiewano, ignorowano i traktowano jakby była niewidzialna. Głośno się śmiali, gdy dodawali jej nazwisko do elektronicznej listy gości, ciesząc się na myśl o momencie, gdy wejdzie do pomieszczenia — sama, nie na miejscu, z wzrokiem skierowanym ku ziemi z powodu skompromitowania.
