François, mój tata, wstał i powoli ruszył w

ançois, mój tata, wstał i powoli ruszył w stronę środka sali. W jego oczach nie było ani złości, ani paniki — tylko czysta determinacja. Sala, do tej pory rozbrzmiewająca śmiechem i rozmowami, ucichła jak ręką odjął. Nawet muzyka przestała grać.

— Isabelle — odezwał się spokojnym, ale mocnym głosem — przykro mi, że uważa pani, iż wartość człowieka mierzy się pieniędzmi i prestiżem. Ja znam moją córkę od trzydziestu lat. Pani zaledwie osiem. I wciąż jej pani nie zna.

Isabelle zamarła z kieliszkiem w dłoni i mikrofonem, który jeszcze przed chwilą wykorzystywała jak broń.

— Skoro jednak jesteśmy w gronie osób, które tak bardzo cenią “wartość”, pozwolę sobie pokazać coś, co może zmienić sposób, w jaki patrzycie na moją córkę.

W tym momencie dał znak jednemu z kelnerów, który przyniósł eleganckie pudełko. Ojciec wyjął z niego teczkę i położył ją na stole obok.