Gotowała noworoczny stół dla dwunastu

Gotowała noworoczny stół dla dwunastu osób — a oni wpadli tylko na pół godziny i pojechali do innych krewnych

Zapach galarety wypełniał całe mieszkanie. Madeleine Dupont zajrzała do piekarnika — kaczka z jabłkami upiekła się idealnie, skórka była rumiana, jak ze zdjęcia w książce kucharskiej. Na stole już pyszniły się sałatki: sałatka jarzynowa w szklanej misie, śledź pod pierzynką, winegret, mimosa. Osobno — półmiski z wędlinami i serami, kiszonki z piwnicy, pierogi z kapustą i mięsem.

Przez trzy dni z rzędu prawie nie wychodziła z kuchni. Trzydziesty pierwszy grudnia zaczął się dla niej o piątej rano — trzeba było na czas wyjąć galaretę z lodówki, pokroić chleb, ustawić naczynia. Dwanaście kompletów sztućców na dużym stole w salonie, który specjalnie rozsunęła na całą długość.

Córka Marie z mężem i dwójką dzieci. Syn Paul z żoną i córką. Siostrzenica Olivia z mężem. I ona sama. Pełen dom bliskich — jak kiedyś, w najlepszych latach.

Madeleine przebrała się w świąteczną sukienkę — granatową, z połyskującymi wstawkami. Kupiła ją specjalnie na tę okazję, chciała wyglądać elegancko. Pomalowała usta, starannie ułożyła włosy. Spojrzała w lustro i z aprobatą skinęła głową.

Zegar wskazywał szóstą wieczorem. Gości oczekiwano na siódmą — ustalili to jeszcze w listopadzie. Zadzwoniła do Marie.

— Mamo, wyjedziemy za jakieś pół godziny. Tylko ubierzemy Tomka — i od razu ruszamy.