Na rocznicę ślubu mąż podarował

– Twoja siostrzenica pracuje w „GenLabie”, prawda? – zapytał Nikołaj. – Alisa Sawieliewa.

Wiktor pobladł.

– Nie rozumiem, o czym mówisz.

– Doskonale rozumiesz. Wiedziałeś, że zrobię test po twoich sugestiach. I wiedziałeś, gdzie go zrobię – bo sam mi poleciłeś to laboratorium. „Pewne miejsce”, tak powiedziałeś?

– Nikołaj, pleciesz bzdury. Nie znam żadnej Alisy…

– Przestań kłamać! – Nikołaj wyjął telefon i pokazał zdjęcie. – To ty i Alisa na firmowej imprezie „GenLabu”. Zdjęcie z ich strony.

Wiktor zakrył twarz rękami.

– Dlaczego, Wiktor? – cicho spytał Nikołaj. – Dlaczego to zrobiłeś?

– Dostałeś awans, który należał się mnie – odpowiedział ponuro Wiktor. – Zawsze byłeś pupilem szefostwa. A potem założyłeś własną firmę i odnosiłeś sukcesy… A ja nie mam nic. Ani kariery, ani rodziny.

– I postanowiłeś zniszczyć moją rodzinę z zazdrości?

– Chciałem tylko, żebyś poczuł się tak samo podle jak ja.

Elena i Nikołaj siedzieli w poczekalni państwowego laboratorium genetycznego. Pomiędzy nimi na krześle siedział Andriej, machając nogami i bawiąc się telefonem. Nie rozumiał, po co wszyscy oddawali jakieś próbki, ale cieszył się, że nie musi iść do szkoły.

– Rozmawiałeś z Wiktorem? – spytała cicho Elena.

Nikołaj skinął głową.

– Przyznał się do wszystkiego. Chciał się na mnie zemścić za dawne urazy.

– A jego siostrzenica?

– Też się przyznała. Sfałszowała wyniki na jego prośbę.

– A drugi test? W „MedTeście”?

Nikołaj pokręcił głową.

– To dziwne. Oni twierdzą, że ich wyniki są prawidłowe. I nie mają nic wspólnego z Wiktorem.

– Rodzina Sokołowów? – do poczekalni wszedł lekarz z teczką w ręku. – Proszę za mną.

W gabinecie lekarz, starszy mężczyzna z uważnym spojrzeniem, rozłożył przed nimi kilka arkuszy z wykresami i tabelami.

– Mam dla państwa nietypowe wiadomości – powiedział. – Według standardowego testu Nikołaj Sokołow faktycznie nie jest biologicznym ojcem Andrieja Sokołowa.

Elena pobladła, a Nikołaj zacisnął pięści.

– Ale – kontynuował lekarz – przeprowadziliśmy pogłębioną analizę i odkryliśmy coś interesującego. U pana, panie Nikołaju, występuje rzadka cecha genetyczna – mutacja w jednym z kluczowych markerów wykorzystywanych przy standardowych testach na ojcostwo.

– Co to oznacza? – zapytał Nikołaj.

– Oznacza to, że standardowy test daje wynik fałszywie negatywny. Przy dokładniejszej analizie widzimy, że materiał genetyczny się zgadza. Z całą pewnością jest pan ojcem Andrieja.

Elena zakryła twarz rękami, nie mogąc powstrzymać łez ulgi.

– To rzadka mutacja? – spytał Nikołaj, przypominając sobie słowa babci.

– Bardzo rzadka. Występuje u jednej osoby na dziesięć tysięcy. I jest dziedziczna. U Andrieja również ją stwierdziliśmy.

Wieczorem cała rodzina zebrała się przy kolacji. Wiera, początkowo pełna rezerwy, stopniowo miękła, widząc, jak rodzice znów trzymają się za ręce i uśmiechają do siebie.

– Czyli wszystko przez jakąś mutację? – spytała.

– I przez zazdrość jednego człowieka – kiwnął głową Nikołaj. – Wiktor wiedział o moich wątpliwościach co do wyglądu Andrieja i postanowił to wykorzystać.

– Ale jak dowiedział się o mutacji? – zdziwiła się Wiera.

– Nie wiedział – odparła Elena. – Po prostu poprosił siostrzenicę o sfałszowanie wyników pierwszego testu. A drugi test dał ten sam rezultat przez mutację, o której nikt nie miał pojęcia.

Andriej, który zajadał się pizzą z apetytem, podniósł głowę.

– O jakiej mutacji mówicie? Jestem co, mutantem jak z „X-Menów”?

Wszyscy się roześmiali, a napięcie ostatnich dni zaczęło ustępować.