Wywiozłeś moją córkę na mróz

Mama uważa, że dziecku potrzebne jest świeże powietrze, a nie siedzenie w domu. Trzeba hartować, a nie przegrzewać.

Połączenie zostało przerwane.

Katarzyna usiadła na skraju łóżka. Za oknem wył wiatr, rzucając śnieg w szybę. W taką pogodę sama prawie biegła od metra, szczelnie owinięta kurtką.

A jej pięcioletnia córka jechała teraz przez całe miasto — bo tak zdecydowała teściowa.

Wrócili dopiero po półtorej godziny.

Trzasnęły drzwi wejściowe, rozległy się kroki. Katarzyna wyszła na korytarz — i zamarła.

Marysia stała w przedpokoju, blada, z sinymi ustami. Na głowie miała cienką, ażurową czapeczkę „dla urody”. Kurtka była rozpięta, szalika nie było wcale. Na nogach — jesienne buty z cienką podeszwą.

— Mamusiu… — wyszeptała dziewczynka i zaczęła drobno drżeć.

Katarzyna natychmiast wzięła córkę na ręce.

Policzki były lodowate. Dłonie — jak z lodu.

— Piotr — jej głos nie był już głośny. — Gdzie jest jej ciepła kurtka? Gdzie rękawiczki? Gdzie zimowa czapka?

Piotr nie patrzył na nią.

— Mama powiedziała, że za bardzo ją ubierasz — wymamrotał. — Że zimno jest zdrowe. To hartowanie. Wszyscy tak robią.

Katarzyna powoli przytuliła Marysię.

W tej chwili coś w niej ostatecznie pękło — cicho, bez huku.

Podniosła wzrok na męża.