Wywiozłeś moją córkę na mróz

I nagle zrozumiała:

dziś nie wybrał matki swojego dziecka.

Wybrał swoją matkę.

Katarzyna sięgnęła po walizkę, zanim Piotr zorientował się, że rozmowa dobiegła końca.

Najpierw w milczeniu zaniosła Marysię do łazienki. Nalała ciepłej wody — nie gorącej, tak jak zalecał pediatra. Dziewczynka pochlipywała, wtulona w jej ramię, a Katarzyna czuła, jak małe dłonie powoli się ogrzewają.

— Już dobrze, skarbie — szeptała. — Mama jest przy tobie.

Gdy Marysia zasnęła, owinięta w dwa koce, Katarzyna cicho zamknęła drzwi do dziecięcego pokoju i wyszła do kuchni.

Piotr siedział przy stole, wpatrzony w telefon.

— Zdajesz sobie sprawę, co mogło się stać? — zapytała spokojnie.

— Kasia, wystarczy — westchnął zmęczonym głosem. — Przesadzasz. Przecież nic się nie stało.

Katarzyna patrzyła na niego długo.

— Właśnie powiedziałeś „nic”?

— Powiedziałem, że wszystko się skończyło dobrze — odpowiedział z irytacją. — Mama wychowała troje dzieci — i nic.

— Właśnie — powiedziała cicho Katarzyna. — Mama.