Nie ty.
Podeszła do szafy, wyjęła walizkę i postawiła ją pod ścianą.
— Co ty robisz? — zapytał niepewnie Piotr.
— Daję ci szansę być dobrym synem — odpowiedziała spokojnie. — Skoro dziś nie potrafiłeś być mężem i ojcem.
— Wyrzucasz mnie? Przez jedną wizytę?
Katarzyna odwróciła się do niego.
— Nie przez wizytę.
Przez wybór.
Pakowała jego rzeczy szybko, bez pośpiechu. Piotr mówił coś o rodzinie, o tym, że „trzeba porozmawiać”, że „ona przesadza”, ale słowa nie miały już znaczenia.
— Dopóki tu mieszkasz — powiedziała, zapinając zamek walizki — jesteś albo ojcem mojej córki, albo synem swojej matki. Trzeciej opcji nie ma.
— A jeśli nie wyjdę? — zapytał cicho.
Katarzyna spojrzała w stronę pokoju dziecięcego.
— Wtedy wyjdę ja. Z Marysią. Natychmiast.