Nikt nie potrafił okiełznać wściekłego bossa mafii – dopóki biedne bliźniaczki, córki służącej, nie dokonały niemożliwego.

Sterling Blackwood, jego stary ojciec, wbiegł, łkając bez opamiętania. Blake stał z boku i uśmiechał się jak sęp.

Rosalie stała na uboczu, serce waliło jej jak młot. To był morderca jej męża. Zasługiwał na śmierć.
Wtedy usłyszała drobne kroki. Zoe i Ruby patrzyły na umierającego mężczyznę.

– Możemy go uratować – powiedziała poważnie Zoe.
– Nie! – syknęła Rosalie.
– Jeśli pozwolimy mu umrzeć, nie będziemy lepsze od niego – wyszeptała Ruby ze łzami w oczach.

Te słowa przebiły Rosalie do głębi. Uczyła je miłości, nie nienawiści. Podjęła decyzję. Poprowadziła dziewczynki przez tłum. Jasper wycelował broń.
– Zastrzel mnie – powiedziała spokojnie. – Ale jeśli ją opuścisz, moje dzieci mogą go uratować.

Jasper zobaczył w jej oczach desperację i nadzieję. Opuścił broń.