Przez te lata Darek był moim oparciem. Pomagał z zakupami, woził mnie do lekarza, naprawiał kran, kiedy ciekł. Mieszkał dwie przecznice dalej, w kawalerce, którą wynajmował za niewielkie pieniądze od kolegi z technikum. Pracował jako kierowca w firmie kurierskiej – nie zarabiał kokosów, ale jakoś wiązał koniec z końcem. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Kiedy zadzwoniłam do niego wieczorem z pytaniem o te trzy tysiące, przez chwilę było cicho. Słyszałam telewizor w tle, jakiś mecz. Potem powiedział spokojnie:
