Cienki, drżący głos przebił się przez szum deszczu. Sebastián spuścił wzrok. Przed nim stała drobna postać. Dziewczynka, może siedmioletnia, w za dużym, zmechaconym swetrze, który przemókł do suchej nitki. Jej ciemne oczy były nienaturalnie duże i poważne, a twarz przybrudzona smugami miejskiego pyłu. W wyciągniętej dłoni trzymała połowę czerstwej bułki, owiniętą w pogniecioną serwetkę.
— „Może pan to wziąć” — powtórzyła, przekrzywiając głowę. — „Wiem, jak to jest, kiedy brzuch boli z niejedzenia. Mój boli od wczoraj, ale pan wygląda na smutniejszego”.
