— Maluję. Dla siebie. Potrzebuję tego — odpowiedziałam spokojnie.
Spojrzał na mnie inaczej niż zwykle. — Nie wiedziałem, że to dla ciebie takie ważne.
— Bo nigdy nie pytałeś — odpowiedziałam szczerze.
Od tego dnia coś się zmieniło. Zaczęliśmy więcej rozmawiać, choć nie zawsze było łatwo. Paweł zaczął pomagać w domu, czasem zabierał dzieci na spacer, żebym mogła mieć chwilę dla siebie. Ja z kolei starałam się nie brać wszystkiego na siebie, prosiłam o pomoc, choć nie było to dla mnie łatwe.
Mama, gdy dowiedziała się o naszych problemach, była przerażona.
— Aniu, musicie walczyć o rodzinę. Dzieci potrzebują obojga rodziców.
Ale ja już wiedziałam, że nie mogę poświęcić siebie w imię pozorów. Chciałam być szczęśliwa, nie tylko dla siebie, ale i dla dzieci. Bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.
Minęły miesiące. Nie wszystko się ułożyło, ale nauczyłam się stawiać granice. Zaczęłam chodzić na zajęcia z malarstwa, poznałam nowe osoby. Paweł czasem był zazdrosny o mój czas, ale rozumiał, że to dla mnie ważne.
Zosia i Michał widzieli, że mama się uśmiecha. Częściej siadaliśmy razem do stołu, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Były też trudne dni, kłótnie, łzy. Ale już nie czułam się niewidzialna.