— Aniu, dlaczego znowu nie posprzątałaś po śniadaniu? — głos teściowej przeszył ciszę kuchni niczym nóż. Stałam przy zlewie, z rękami zanurzonymi w pianie, a mimo to czułam się, jakbym była zupełnie naga, wystawiona na jej krytyczne spojrzenie. Mój mąż, Tomek, siedział przy stole i udawał, że czyta gazetę, ale widziałam, jak jego palce nerwowo bębnią o blat.
To miał być nasz pierwszy wspólny urlop z teściową nad Jeziorem Lipno. Mieliśmy odpocząć, nacieszyć się sobą, pozwolić dzieciom biegać po trawie i łowić ryby. Ale już pierwszego dnia czułam, że coś jest nie tak. Teściowa, pani Halina, od początku zachowywała się, jakby to ona była gospodynią, a ja tylko nieudolną pomocą domową. Każde moje działanie komentowała, poprawiała, a czasem wręcz jawnie krytykowała.
