„Nie mów mi, co wypada po śmierci twojej babci” — powiedział dziadek Jan, a jego głos drżał tak, jak nigdy wcześniej. Stałam przy stole, obok moja mama Ewa ściskała w dłoni chusteczkę, a wujek Piotr już miał na ustach te swoje ostre słowa. Dziadek nie usiadł nawet. Stał w płaszczu, jakby przyszedł tylko po to, żeby nas uciąć jednym zdaniem.
Babcia Maria zmarła zimą. Cicho. Po czterdziestu latach małżeństwa. Pamiętam jej ręce pachnące mydłem i koprem, pamiętam, jak dziadek nosił jej herbatę do łóżka i mówił: „Marysiu, jeszcze będzie dobrze”. A potem nie było.
