Po dwóch latach ciężkiej pracy udało mi się wynająć mały lokal na obrzeżach Krakowa. Nazwałam go „Słodkie Chwile”. Pierwszego dnia przyszła tylko jedna klientka, ale zostawiła mi napiwek i powiedziała: — Pani ciasto smakuje jak u mojej babci. — To był dla mnie znak, że idę w dobrą stronę.
Pod jednym dachem: Historia samotnej matki z Krakowa
