Roześmiał się ponownie, tym razem z ulgą. W jego oczach pojawił się błysk.
— Ania… będziemy rodzicami.
Przez chwilę stali tak na środku korytarza, nie zwracając uwagi na ludzi przechodzących obok.
W drodze do domu Michał prowadził samochód wolniej niż zwykle.
— Dwa dzieciaki… — powiedział w końcu.
— Tak.
— Chłopiec i dziewczynka…
— Tak powiedział lekarz.
Michał uśmiechnął się szeroko.
— Idealnie.
— Dlaczego idealnie?
— Bo będą mieli siebie nawzajem.
Anna cicho się roześmiała.
— Już wszystko planujesz.
— Oczywiście.
Spojrzał na nią kątem oka.
— A ty?
Anna położyła dłoń na brzuchu. Ten gest był teraz inny niż wcześniej — spokojniejszy, pewniejszy.
— Ja wciąż próbuję uwierzyć, że to się naprawdę dzieje.
Michał położył swoją dłoń na jej.
— Dzieje się.
Po chwili dodał z uśmiechem:
— Teraz rozumiem, dlaczego lekarz zapytał, ilu miałaś mężów.
Anna też się uśmiechnęła.
— Wtedy pomyślałam, że to bardzo dziwne pytanie.
— Pewnie nie mógł uwierzyć, że coś takiego może się zdarzyć.
— A jednak się zdarzyło.
Michał zaśmiał się.
— W takim razie mam bardzo dobrą reputację.
Kiedy weszli do mieszkania, Anna zatrzymała się na chwilę w salonie.
To było to samo mieszkanie, w którym przez tyle lat panowała cisza.
Ale teraz wszystko wyglądało inaczej.
Duży pokój, jasne ściany, uporządkowane meble.
Nagle wyobraziła sobie w tym miejscu dwa małe łóżeczka. Kolorowe zabawki na podłodze. Śmiech dzieci.
Życie, o którym kiedyś przestali marzyć.
Michał zauważył jej zamyślenie.
— O czym myślisz?
— O tym, że wszystko się zmieni.
— Na lepsze.
Anna kiwnęła głową.
— Zdecydowanie na lepsze.
Michał podszedł bliżej i uklęknął przed nią. Delikatnie położył dłoń na jej brzuchu.
— Cześć, maluchy…
Anna uśmiechnęła się.
— Już z nimi rozmawiasz?
— Oczywiście.
— I co im mówisz?