To tylko nieporozumienie, pani Kasiu. Mama zaraz przyjedzie, poczekam tutaj. Pawła wezwali do pracy.
Przyniosę ci herbatę, bardzo źle wyglądasz, zaproponowała Katarzyna, na co Alina pokiwała głową.
W tym czasie Magdalena pędziła samochodem przez miasto, z sercem ściskającym się ze strachu.
Co tam się mogło wydarzyć…? Moja dziewczyna taka roztrzęsiona myślała, parkując przed restauracją.
Gdy usiadła przy stole, córka natychmiast rozpłakała się jej w ramiona.
Mamo, oni chcą mnie zabić!
Kto, córeczko? spytała oszołomiona Magdalena.
Paweł i jego matka! Wszystko słyszałam. Zadzwoniła do niego, on zostawił telefon, bo alarm w samochodzie się włączył. Gadała o jakichś wyjazdach w Tatry i żeby mnie zepchnął ze szlaku. Wszystko po to, żebym nie zdążyła mieć operacji.
Madziu, to niemożliwe! Jesteś pewna, że dobrze słyszałaś?
Mamo, przysięgam! Słyszałam każde słowo, a ona nawet nie zauważyła, że nie z Pawłem rozmawia. Wyłączyłam telefon, nic nie wie.
Szok przeszedł po Magdalenie niczym lodowaty dreszcz. Przez chwilę obie w milczeniu rozważały, co zrobić. Wtedy zadzwonił Paweł.
I co, Alinko, przyszła już mama? Wszystko ustaliłyście z salą?
Magdalena nie dopuściła córki do telefonu.
Halo, Paweł? Bardzo dobrze, że usłyszałam wasze plany o wycieczce w Tatry. Posłuchaj mnie ani ty, ani twoja matka nie dostaniecie ode mnie czy od Aliny ani złotówki. Planu „przypadkowego” wypadku nie będzie. Ty, twój telefon i cała rozmowa już dawno wylądowałyby na policji. Wiesz do czego jesteśmy zdolne.
Paweł przez chwilę milczał. W końcu wydusił: